planete, kanał dokumentalny

ODESSA... ODESSA!

ODESSA... ODESSA! ODESSA... ODESSA!

Tytuł oryginalny: "Odessa... Odessa!"
Reżyseria: Michele Boganim
Scenariusz: Michale Boganim
Zdjęcia Jacob Ihre
Montaż Valerio Bonelli, Koby Nathanel
Dźwięk Antoine Brochu
Główna rola: David Varer
Dystrybucja w Polsce: Against Gravity

Francja / Izrael, 2005, 96 min.

więcej informacji o filmie


Nad brzegiem Morza Czarnego leży miasto zwane Odessą" - te słowa niczym z początku baśni wprowadzają nas w dokument Michale Boganim. Baśniowy klimat i realizm reportażu - te dwie, zdawałoby się wykluczające się charakterystyki, łączy film "Odessa, Odessa". Z jednej strony jest on opowieścią o losach odeskich Żydów, którzy opuścili Ukrainę po rozpadzie Związku Radzieckiego. Z drugiej, przypowieścią o wygnaniu - faktycznym lub mentalnym - które stało się udziałem globalnego człowieka.

"Chociaż film koncentruje się na kilku żydowskich bohaterach, tak naprawdę podnosi bardziej ogólny temat - marzeń i nadziei, które są składnikami nostalgii. Poprzez konkretną historię, docieramy do czegoś uniwersalnego" - mówi reżyserka.

Bohaterowie dokumentu to ludzie, których młodość przypadła na lata świetności Odessy, jednego z największych centrów żydowskich w powojennym Związku Radzieckim. Przez trzy dekady 180 tysięczna populacja zmalała o dwie trzecie. Odescy Żydzi masowo emigrowali do Stanów Zjednoczonych i Izraela, ale nie zdołali się zasymilować. Do dziś żyją wspomnieniami, podtrzymując dawne zwyczaje i ciasno trzymając się wąskiej wspólnoty sobie podobnych.

"W Rosji byliśmy Żydami, tu jesteśmy Rosjanami" - wyznaje jeden z bohaterów. Wygnańcy nie znaleźli nowej ojczyzny. Ich dusze zżera nostalgia za tym, co minione, za swojskością języka, powietrza i pożywienia. "Odessa to sen, to marzenie" - powtarzają jej dawni mieszkańcy. Tylko tam mogliby znów zasmakować szczęścia, tylko ona dałaby im ukojenie. Rzuceni na jałową ziemię, ożywają śpiewając stare pieśni i tańcząc w rytm melodii z młodości.

Tymczasem Odessa, jaką pamiętają, dawno przestała istnieć. Piękna architektura starej dzielnicy niszczeje, niegdyś tętniące życiem uliczki opustoszały. Nieliczna grupa tych, którzy pozostali, żyje w społecznej próżni. "Tu wszystko już należy do przeszłości" - mówi jedna z bohaterek szykując się do odjazdu. Na zawsze.

Dyskretna narracja sprawia, że wprowadzeni w dramat ludzi, ani razu nie czujemy się intruzami. Starsze kobiety zgromadzone w nie remontowanym od lat mieszkaniu żydowskiej Moldowanki wciągają nas w swój teatr wspomnień za pomocą kilku rekwizytów; peruki, fortepianu, strojniejszej sukni. Kiedy jedna z nich intonuje balladę w jidisz, dokonuje się przemiana - powolne zdjęcia nadmorskiej ulicy tracą ciężar konkretu, wydobywając esencję miejsca i czasu.

W nowojorskiej Małej Odessie życie toczy się o wiele szybciej. Miejski plac staje się areną i parkietem. Ludzie tańczą w rytm rearanżowanych przebojów znanych im z młodości. Melancholijno satyryczne teksty śpiewane przez lokalną gwiazdkę, oddają panującą w enklawie atmosferę - to, co stare odeszło, to, co nowe, nie przyszło. Przesadnie ubrana, z silnym makijażem, ale w kabaretkach i na wysokich obcasach, piosenkarka mogłaby wydać się groteskowa. Ale znów - reżyserka za pomocą kilku gestów, słów i spojrzeń, kreśli duchowy świat swojej bohaterki. Świat nacechowany tym, co nieobecne. "Nie tu, na ziemi" - mówi kobiecie Cyganka zapytana, czy dawna miłość jest do odnalezienia. Zawieszona pomiędzy dwoma światami czterdziestoparoletnia Żydówka nie ma tego, co wyznacza sukces wedle amerykańskich kryteriów: kariery, pieniędzy, ani perspektyw. Mimo to nie budzi litości; w czułych ujęciach kamery co innego staje się jej siłą - zdolność współczucia i człowieczeństwo.

W izraelskim Ashold jesteśmy świadkami tych samych usilnych prób odtworzenia minionej rzeczywistości. Grupa rosyjskich Żydów wita Nowy Rok w ozdobionej sztucznymi światłami sali. Mężczyzna pracujący na co dzień jako sprzątacz przebiera się w strój Świętego Mikołaja. Coroczny obrzęd, relikt nie istniejącego Związku Radzieckiego, jest dla niego bardziej realny, niż setki godzin spędzonych na stanowisku sprzątacza. Witany z entuzjazmem przez zgromadzenie, staje się na chwilę wodzirejem wieczoru. Cenny moment nada sens nadchodzącemu rokowi.

Przeszłość, która definiuje teraźniejszość, dzisiaj zanurzone w tym, co było, nieukojona tęsknota za Innym Miejscem i Innym Czasem określają kondycję wygnańca, który stał się bohaterem naszej epoki. Tym, co może ocalić, jest piękno. Piękno obrzędu, piosenki, słowa. Dlatego "Odessa, Odessa", ukazując mechanizmy wygnania i straty, staje naprzeciw ich nieuchronności. Na tym polega wartość sztuki.

PLANETE DOC REVIEW

Planete Doc Review

Nieprzyzwoity wydawca

Przeciwnicy powiedzieli o nim tyle złego, że powstałaby z tego powieść. Zwolennicy nazywali go "ostatnią indywidualnością amerykańskiego księgarstwa". Barney Rosset to barwna i fascynująca postać, bez wątpienia jeden z najważniejszych amerykańskich wydawców.

1 sierpnia, niedziela

godz. 01.40

Planete Doc Review

Most samobójców

Jest takie miejsce. Jakby stworzone dla tych, którzy nie mogą już znieść bólu. Magiczne, piękne i tajemnicze. To most Golden Gate w San Francisco. To miejsce, w którym popełnia się najwięcej samobójstw na świecie.

Most samobójców

4 sierpnia, środa

godz. 22.50

CANAL+ Cyfrowy Sp. z o.o., al. gen. W. Sikorskiego 9, 00-468 Warszawa, Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy - XII Wydział Gospodarczy KRS
KRS 0000051835, NIP: 526-22-46-271, kapitał zakładowy 300.000.000 zł